Jak przetrwać świąteczne szaleństwo

Jak przygotować się do świątecznego szaleństwa

Powiem Wam wprost, jak macie ochotę na karpatkę lub babciny mazurek lub Wasze słodkie dzieciaczki, to właśnie trafia się okazja do połasuchowania. I nie ma, że cukrzyca. To jest do ogarnięcia!

Przede wszystkim spokój. Tylko spokój Was uratuje. Żartuję, z tym ratowaniem.

Ale spokój jest najważniejszy. Wysokie cukry, które zdarzają się sporadycznie to nie koniec świata. Jeżeli źle policzyliście wymienniki w porcji lub tajemniczo i w zupełnie niewyjaśnionych okolicznościach okazało się, że porcja była znacznie większa niż policzona, to też nic się nie dzieje. To się wyrówna i będzie dobrze! W takich sytuacjach komfort, poczucie przynależności do grupy są ważniejsze.

Ale żeby ułatwić sprawę, warto jest przygotować się do biesiadowania. I wyjaśniając jedną kwestię. Najlepiej jest nie siedzieć tylko przy stole, gdzie od pokus blat się ugina, ale… To jest również nasza tradycja, że siadamy rodzinnie przy półmiskach i paterach. Tradycyjne świętowanie można mieć pod kontrolą.

Po pierwsze- zaplanować

Wszystkie potrawy, które pojawią się na stole można policzyć. Przy przygotowywaniu ich, każdy składnik należy zważyć i zapisać. Najlepiej w kilku miejscach zostawić zapiski z wyliczonymi daniami. Na wszelki wypadek i dla wiadomości każdego zainteresownego. Jeżeli jest to potrawa przygotowana przez kogoś innego, można go poprosić by zważył składniki. W ostateczności, można skorzystać z gotowych tabeli kalorycznych, na stronach czy aplikacjach i używać ich sprawdzenia, jak podać insulinę na posiłek.
Po drugie- samodyscyplina

To jest najtrudniejsze przy wspólnym stole, przestać jeść w odpowiednim momencie. Są na to dwa sposoby. Trzeba zjeść tyle za pierwszym razem, żeby sama myśl o zjedzeniu kolejnego kawałka ciasta była dla nas straszne. Żartuję oczywiście 🙂

W pierwszej kolejności, powinno się podzielić posiłek na dwie części. Zakładając, że zaczyna się od obiadu, to po nim właśnie powinna nastąpić przerwa. Ewentualnie po deserze, po obiedzie. Ale to trzeba wiedzieć wcześniej, czy ten deser się zje czy nie. Druga runda, to już to na co ma się ochotę. W racjonalnych ilościach!

Po drugie, jest to wspomniane wcześniej odejście od stołu. Jeżeli nie widać tego, co nas kusi, to nas nie kusi. Czyli co z oczu to z serca.
Po trzecie- indeksy glikemiczne

Indeksy są tym, co może bardzo pomóc nad zapanowaniem nad cukrami w czasie świątecznego szaleństwa. Ponieważ bardzo często po zjedzeniu sporej porcji pysznych ciast, nagle okazuje się, że spodziewany cukier zamiast być w normie lub wywalony w kosmos, jest niski. I pojawia się pytanie: jakim cudem?! Ano takim, że cukry proste z których składają się w większości ciasta szybko wybijają cukry i równie szybko spadają. Właśnie dlatego niektórzy zalecają, żeby do kawałka tortu zjeść kromkę chleba z masłem i wędliną. Ponieważ białka i tłuszcze spowalniają wchłaniania się cukrów prostych.

I to też tłumaczy inną kwestię, dlaczego po pysznej karpatce lub kawałku śmietanowego tiramisu cukry spadają. To właśnie tłuszcze sprawiły, że cukry proste nie miały okazji się wybić. Ale te cukry powrócą, później..
Po czwarte- późne wybicia

To jest właśnie to, o czym pisałam powyżej. Ciasta z masami śmietanowymi, sałatki z majonezem, kiełbaski, boczki i inne pyszności wybijają cukier później, zazwyczaj w nocy. Bardzo trudno jest dokładnie wyliczyć ile zostało zjedzone, chyba, że każdy kawałek został zważony. Każdy plaster mięsa, każda łyżka sałatki, każda śmietanka do kawy. Ziarnko do ziarnka i nawet dobrze wyliczone WBT nie pomoże. Ale to nie koniec świata, jeśli raz na jakiś czas coś takiego się zdarzy.
Po piąte- można przygotować przyjazne diabetykom świętowanie

I to jest to, do czego bardzo Was zachęcam. Nie każda sałatka musi pływać w majonezie. Tradycyjna jarzynowa, czemu nie? Ale można ją odchudzić lub dać wybór. Na jedną bombę dwie lżejsze propozycje. Nie każde ciasto musi był pełne masy śmietanowej lub maślanej. Można zrobić równie pyszne twarogowe lub jogurtowe.

Że mama / babcia/ ciocia będą grymasić? Że stryjek nie ruszy, bo nie ma majonezu? Nawet się nie zorientują. A jeśli coś powiedzą, to trudno. Każdy ma swoje priorytety.

Impreza u kogoś? Nie ma problemu. Można przynieść swoje jedzenie i poczęstować każdego. Potem sami będą prosić o przepis, bo było dobre i później brzuszki nie bolały.

Najważniejsze, to znaleźć swój sposób odpowiedni dla konkretnej sytuacji. Nie ma uniwersalnej rady poza tą jedną- trzeba szukać najlepszej metody. Dla jednych będzie to umiar w tradycyjnym jedzeniu, dla innych przygotowanie lżejszych potraw. Nie ma tutaj złego sposobu, jeżeli tylko się sprawdza.

Jestem ciekawa jakie są Wasze sposoby na świąteczne szaleństwo? Podzielcie się w komentarzach!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s